PreSonus HP4

Tym razem zapraszam do poczytania o naprawie okazjonalnie nabytego wzmacniacza słuchawkowego PreSonus HP4. Cena jego była na tyle kusząca, że warto było zaryzykować kupno nieco uszkodzonego sprzętu.

Szczegóły techniczne tego urządzenia można znaleźć na stronach PreSonus.

HP4 gra bardzo ładnie. Już wstępny odsłuch działających wyjść 3 i 4 pokazał, że mój dotychczasowy wzmacniacz słuchawkowy (Behringer HA400) zostaje daleko w tyle. Bardo daleko.

Jak już wspomniałem wzmacniacz był trochę uszkodzony – źle działały wyjścia 1 i 2 . Prawy kanał wyjścia pierwszego dostarczał stałego napięcia +15V. Pozostałe obcinały sygnał mniej więcej do połowy. Od czasu do czasu pojawiały się też dziwne, odwrócone w fazie przesłuchy między kanałami L – P.

Całość ogólnie prezentowała się dosyć zachęcająco. Układy wejściowe działały prawidłowo, wyjście monitorowe również nie budziło zastrzeżeń. Wyglądało na to, że uszkodzony jest tylko wzmacniacz końcowy.

Pierwszą rzeczą jaką należało zrobić w tej sytuacji to jakoś zdjąć schemat tej części urządzenia. Jak powiedziałem tak też zrobiłem. Schemat mini końcówki mocy okazał się banalnie prosty do rozszyfrowania, więc pozwalam go sobie tu zamieścić. Może komuś się przyda.

Z objawów uszkodzenia opisanych wcześniej wywnioskowałem, że uszkodzony jest wzmacniacz operacyjny MC33079 albo któryś z elementów dyskretnych. Po szybkim pomiarze rezystorów, diod i tranzystorów doszedłem do przekonania graniczącego niemalże z pewnością, że padł wzmacniacz operacyjny.

Zastanawiałem się nad wlutowaniem tam OPA4134 (Burr Brown) jednak ostatecznie wybór padł na oryginalny MC33079 (ST). Na decyzję wpłynęła cena OPA oraz zadowalająca mnie jakość brzmienia MC33079. Poza tym wtedy sensownym byłaby wymiana wszystkich MC na OPA….

W sumie sprawa dosyć banalna ale… niestety nie miałem ani doświadczenia z elementami SMD ani stosownych narzędzi. Na szczęście lubię wyzwania.

Pierwszy krok to męczenie Youtube’a tematem „SMD desoldering”. Obejrzane filmy nie sprawiały wrażenia, że powtórzenie tych czynności jest niewykonalne.

Drugi krok to zakup stacji lutowniczej – tradycyjnej i hot air. Myślałem, że to droższe urządzenia, ale na Allegro można kupić dosyć przyzwoite w cenie 100-150 zł sztuka.

Kolejnych kilka dni to zabawy ze starymi płytami głównymi. Próby, błędy, niepowodzenia, jeszcze raz próby i próby… Po kilku dniach postanowiłem zaryzykować i spróbować na żywym organizmie. Jak widać na zdjęciach – wyszło nie najgorzej.

Przy grzaniu powietrzem trzeba pamiętać o osłonięciu folią aluminiową sąsiadujących z układem elementów. Płytka jest dosyć delikatna. Maksymalna temperatura jaką należy jej zadawać to moim zdaniem 300 – 3500C.

Nowe układy zamówiłem w TME – cena przyzwoita, pewny dystrybutor, szybka dostawa, długo u nich kupuję… Przy okazji kupiłem klej termoprzewodzący o dużej przewodności cieplnej i malutkie radiatory, ale „o tem potem”.

Wlutowanie odbyło się bez większych niespodzianek. Lutowałem spoiwem ołowiowym z temperaturą nastawioną na około 2700C. Wyszło jak wyszło. Jak na pierwszy raz – rewelacja.

Ostatnia sprawa to radiatory na MC33079. Po lekturze tej strony, i tej doszedłem do wniosku, że nie zaszkodzi je zamontować. Na obrazkach wygląda to na bardzo łatwe zadanie, jednak małe rozmiary powodują, że wszystko jakoś ucieka, krzywi się… Nie było lekko.

Po zmontowaniu wszystkiego, uruchomieniu i pomiarach okazało się, że wszystko działa jak należy. Ustąpiły nawet te dziwne przesłuchy międzykanałowe.

Teraz zastanawiam się nad wymianą kondensatorów elektrolitycznych, zwłaszcza tych w torze sygnałowym. Ale i bez tego wzmacniacz brzmi bardzo dobrze.